Świętujemy stulecie Powstań Śląskich!

Jakub Kania

Przypominamy dziś kolejnego bohatera powstań śląskich z Opolszczyzny. Bohatera, którego warto przedstawić w kontekście 100-lecia plebiscytu bo był niezwykle zasłużony dla krzewienia polskości na Opolszczyźnie i na pewno jego działalność miała wpływ na wynik plebiscytu. Jakub Kania to żołnierz, poeta i działacz, który na wszelkie sposoby walczył o polskość Śląska.
Jakub Kania – „Śląski Zagłoba” – urodził się w 11 lipca 1872 w Starych Siołkowicach pod Opolem. Pochodził z rdzennie polskiej rodziny, która nigdy nie wyrzekła się swych korzeni. W domu Kaniów stale czytano polskie książki i uczono się historii. Zwłaszcza literatura wywarło ogromny wpływ na wykrystalizowanie się jego tożsamości.
Z powodu szykan niemieckich nauczycieli nie udało mu się ukończyć szkoły rolniczej w Opolu, zrezygnowany skupił się na pracy w gospodarstwie ojca.
W 1892 roku został powołany do pruskiego wojska. Służba w niemieckiej armii pozwoliła mu na poznanie innych Polaków, będących w takiej samej sytuacji jak on, wcielonych siłą do wojsk państwa, z którego interesami nie utożsamiał się. Stacjonując w Prudniku poznał Filipa Robotę, emerytowanego nauczyciela, który zapoznał go z kolei z Bronisławem Koraszewskim, redaktorem naczelnym „Gazety Opolskiej”. Kania uległ zachętom i wysłał do redakcji swe wiersze, które spotkały się ze świetnym przyjęciem.
Po powrocie do Siołkowic założył filię Towarzystwa Polsko-Katolickiego „Oświata”. Włączył się w życie amatorskich teatrów, które na śląsku stanowiły jeden z elementów krzewienia polskości. W Siołkowicach przeprowadzał wykłady i zebrania, pisał własne, okolicznościowe sztuki, w których sam występował, często jako główna postać spektaklu.
W 1898 roku wraz z Bartłomiejem Kampą reprezentował lokalną społeczność w Warszawie, na odsłonięciu pomnika Adama Mickiewicza. Spotkał się wtedy z głównym inicjatorem akcji i jednocześnie ulubionym pisarzem, Henrykiem Sienkiewicz i osobiście przedstawił sytuację na Śląsku. Za uczestnictwo w uroczystościach został ukarany grzywną.
W 1903 roku w Siołkowicach miała miejsce uroczystość poświęcenia sztandaru Związku Kombatantów [niem. „Kreiegeverein”] skupiających weteranów wojny prusko-francuskiej. Kania zakradł się w miejsce przechowywania flagi i skradł ją, zastępując słomą. Niestety sztandar został znaleziony u niego w szopie, za co sąd wymierzył karę 3 [podniesioną następnie do 6] miesięcy pozbawienia wolności.
Po wyjściu z więzienia, nie przestał otwarcie propagować polskości, m. in., protestował przeciw wprowadzeniu języka niemieckiego jako urzędowego w gminnej radzie w Siołkowicach.
W 1914 roku został ponownie zatrzymany przez władze pruskie, tym razem z powodu podejrzenia niszczenia niemieckich pomników.
W 1916 roku ponownie powołano go do armii pruskiej, walczył na froncie zachodnim. Po zakończeniu wojny powrócił na Śląsk, włączył się w szeroko zakrojoną akcję manifestowania polskości Śląska. W 1920 roku wziął udział w pochodzie 3-majowym w Opolu, podczas którego został brutalnie pobity.
W wieku 48 lat wziął udział w trzecim powstaniu śląskim. Po jego zakończeniu znalazł się w obozie w Goczałkowicach. Jako, że decyzją Międzysojuszniczej Komisji Stare Siołkowice pozostały w granicach państwa niemieckiego, musiał wyjechać do Wielkopolski. Tam też kontynuował działalność pisarską wydając „Wiersze śląskie”, tomik zawierający przekrój jego działalności pisarskiej – wiersze ludowe, patriotyczne i propagandowe, teksty krzewiące polskość czy użytkowe wierszyki.
W 1923 roku powrócił na Opolszczyznę gdzie zasiadł w opolskim Kreistagu, radzie powiatu. Pełnił tę funkcję do 1933 roku. Był niezwykle lubianym mieszkańcem Siołkowic. Chętnie zapraszano go na wesela, podczas których stawał się starostą. Znał dużo pieśni, potrafił zmieniać ich słowa odpowiednio do sytuacji
Ludowy poeta ze Starych Siołkowic zmarł 3 grudnia 1957 roku. Jest pochowany na cmentarzu w Siołkowicach.

A oto próbka talentu naszego bohatera.
„Wiersz na uczczenie wiary ojców naszych”

Moich wierszy jest tekst krótki,
Ale powiem bez ogródki:
Że Bóg tak postanowił,
By każdy we swoim mówił,

W którym się zrodził, języku.
Więc to wcale nie do szyku,
Co wrogowie prawią jawnie
I co w całym Śląsku prawie

Chytrością chcą przeprowadzić:
Wiarę i nasz język zgładzić.
– Ja im mówię, będąc pewny,
Że ich mozoł niepotrzebny.

Na nic wszystkie wrogów boje,
Bo to były polskie kraje.
I gdzie nasza wiara święta
Z swym sztandarem jest zatknięta,

Będzie tak, jak przedtem była!
A choćby tam wrogów siła
Poruszyła piekła bramy,
My w wierze swej wytrwamy!

A drugiej sprawy wieczystej,
Tej mowy naszej ojczystej,
Nie damy wziąć żadną miarą,
Bo nas łączy z ojców wiarą!

Chyba, że się poprawimy,
Czysto mówić nauczymy.
A jeżeli to zrobimy,
Bogu się tym przysłużymy.

Język polski, Boskie dzieło!
A cóżby wam z tego było,
Gdybyśmy go porzucili?
Boga byśmy obrazili

Zakopując te talenta!
A i wiara nasza święta
Wielce na tym ucierpiała!
Wrogowie – ale bez mała –

Właśnie sobie tego życzą.
I tak wielce na nas krzyczą:
„Że to jest agitacja!”
Choć nas tu na Śląsku siła,

Wcale nie wie, co to znaczy,
Albo jak się to tłumaczy.
Bo przecież wytrwać w swojej wierze,
Mówić po polsku pacierze,

Nie jest zbrodnią, tylko chlubą!
Wrogów z czasem spotka zguba.
My zaś w Śląsku do ostatka,
Co nas nauczyła matka,

Co od Pana Boga mamy,
Bronić będziem, a nie damy
Zniemczyć się w tej polskiej ziemi!
A będąc wciąż upodleni,

Sztandar naszych ojców wiary,
Jak i naszej polskiej gwary,
Trzymać będziem wysoko
I strzec jakby własne oko!

Niech te liche moje wiersze
Znajdą serca jak najszczersze!
Niech zachęcą do czytania.
Jak się piszę Jakub Kania!